Paweł Pilich

Paweł Pilich – jest certyfikowanym psychoterapeutą Europejskiego Stowarzyszenia Psychoterapii (EAP) oraz Superwizorem Założycielskim Aplikantem PTP ISTDP. Ukończył 4-letnie Studium Psychoterapii i 2-letnie Studium Psychoterapii Grupowej przy Laboratorium Psychoedukacji, 4-letnie szkolenie Core Training oraz 3-letnie szkolenie nauczycielsko-superwizorskie prowadzone przez Jona Fredericksona. Prowadzi psychoterapię indywidualną, grupową oraz par, w tym z osobami z problemem uzależnień. Oferuje superwizję, m.in. w nurcie ISTDP, dla psychoterapeutów pracujących z osobami uzależnionymi oraz prowadzących psychoterapię grupową. Na co dzień pracuje w Ośrodku Psychoterapii i Rozwoju 2Strona w Warszawie, który współzałożył i nim kieruje. Prowadzi też zajęcia w Szkole Psychoterapii Osób z Problemem Uzależnienia przy Laboratorium Psychoedukacji. Więcej informacji: www.2strona.pl.


I. ŚCIEŻKA ZAWODOWA

1. Co Cię popchnęło, by zawodowo zajmować się psychoterapią, w szczególności psychoterapią ISTDP?
Rozpocząłem pracę zawodową jeszcze podczas studiów. Początkowo pracowałem w dużej korporacji jako handlowiec. Z czasem do moich obowiązków zaczęły należeć również szkolenia — najpierw produktowe i sprzedażowe, a następnie tzw. „miękkie”, psychologiczne. W tym czasie sam również uczestniczyłem w wielu szkoleniach. Kolejnym krokiem była współpraca z uczelnią — prowadziłem zajęcia nie tylko dla studentów, ale również dla zewnętrznych odbiorców: firm i organizacji.

Z czasem porzuciłem pracę handlowca, a moim głównym zajęciem stało się prowadzenie warsztatów i szkoleń. Później doszedł do tego coaching. Bardzo podobało mi się to, co robiłem, jednak z czasem zacząłem odczuwać, że brakuje mi w tej pracy głębszego wymiaru. Dużo wówczas czytałem o psychoterapii i zdecydowałem się rozpocząć Studium Psychoterapii. To właśnie tam, podczas jednego z seminariów, po raz pierwszy zetknąłem się z ISTDP.

W ISTDP zobaczyłem bardzo wyraźnie, że każdy terapeuta ma swoje ograniczenia i że nie da się ich ominąć samą wiedzą czy techniką. Uczciwa superwizja pozwala zobaczyć momenty, w których trudności pacjenta spotykają się z trudnościami terapeuty — i dzięki pracy nad tym terapeuta może nie tylko pomóc pacjentowi ruszyć dalej, ale również sam się rozwijać.

2. Pamiętasz moment, w którym poczułeś, że chcesz zostać nie tylko psychoterapeutą, ale i superwizorem w ISTDP? Dlaczego zajmujesz się superwizją ISTDP?
Od lat równolegle zajmuję się uczeniem. Wraz z kolejnymi latami pracy terapeutycznej i rozwojem własnych kompetencji coraz wyraźniej czułem, że swoją wiedzą i doświadczeniem chcę dzielić się z innymi terapeutami. Nie było jednego konkretnego momentu, w którym postanowiłem zostać superwizorem. Możliwość udziału w szkoleniu superwizorskim prowadzonym przez Jona Fredericksona stała się dla mnie okazją do zdobycia dodatkowego warsztatu potrzebnego do skutecznego uczenia ISTDP. Superwizja jest dla mnie jednak czymś więcej niż przekazywaniem wiedzy. Interesuje mnie proces, w którym terapeuta stopniowo rozwija własny sposób myślenia i pracy, zamiast jedynie szukać odpowiedzi u nauczyciela.

3. W jaki sposób teraz się rozwijasz jako psychoterapeuta i superwizor? W jakich szkoleniach brałeś udział w ostatnim czasie?
Praca psychoterapeuty i superwizora wymaga ciągłego rozwoju. Własna perspektywa terapeuty zawsze ma wpływ na to, co dostrzega on w gabinecie, dlatego potrzebujemy regularnej weryfikacji naszego sposobu myślenia i pracy. Biorę udział w różnych szkoleniach i seminariach, przede wszystkim jednak regularnie superwizuję własną pracę, głównie u Jona Fredericksona. To właśnie systematyczna superwizja pozostaje dla mnie jednym z najważniejszych sposobów rozwoju.

4. Gdybyś mógł spotkać siebie z początku drogi zawodowej – terapeutycznej i superwizorskiej – jaką jedną radę byś sobie dał?
Powiedziałbym sobie: „Więcej odpoczywaj”. Z perspektywy czasu widzę, że mniej znaczy więcej. To, w jaki sposób się rozwijamy, nie zależy wyłącznie od ilości wiedzy i umiejętności, które zdobywamy, ani od liczby lat praktyki. Psychoterapia jest subtelnym rodzajem pracy, który wymaga czasu na integrowanie nowej wiedzy i doświadczeń. A do tego niezbędne są odpoczynek i regeneracja. Czasami widzę terapeutów, którzy niemal bez przerwy uczestniczą w kolejnych szkoleniach i konferencjach. Zastanawiam się wtedy, kiedy mają przestrzeń, żeby te doświadczenia rzeczywiście przemyśleć i zintegrować.


II. RELACJA SUPERWIZYJNA

5. Jaka jest Twoja osobista definicja „dobrej superwizji”?
Superwizja to przede wszystkim relacja superwizora z superwizantem. Jej fundamentami są zaufanie i wzajemny szacunek. Dobra superwizja to dla mnie taka, w której terapeuta ma odwagę przyglądać się również temu, co w nim samym może utrudniać pracę z pacjentem. Często właśnie w miejscach, w których terapia zaczyna grzęznąć, trudności pacjenta spotykają się z ograniczeniami terapeuty. Jeśli potrafimy uczciwie się temu przyjrzeć, superwizja może pomóc nie tylko ruszyć z miejsca terapii, ale także rozwinąć się samemu terapeucie. Rolą superwizora jest pomagać superwizantowi integrować jego sposób przeżywania relacji z pacjentem z myśleniem klinicznym.

6. Jak wygląda Twój styl pracy w superwizji? Na co najbardziej zwracasz uwagę w relacji superwizor–superwizant?
Dwa główne obszary, na które zwracam uwagę w superwizji, to własny styl pracy terapeuty oraz jego myślenie kliniczne. Nauczyciele ISTDP bywają bardzo wyrazistymi osobowościami, dlatego szkolący się terapeuci mogą mieć tendencję do ich naśladowania, tracąc przy tym coś własnego. Wspieram superwizantów w poszukiwaniu autentycznego sposobu pracy, przy jednoczesnej świadomości swojej roli wobec pacjenta. Najważniejszym filarem pozostaje jednak myślenie kliniczne — rozumienie nie tylko tego, co terapeuta robi, lecz także dlaczego robi to właśnie teraz. Zależy mi na tym, aby superwizant uczył się obserwować pacjenta, stawiać i weryfikować hipotezy, a z czasem coraz bardziej ufał własnemu myśleniu klinicznemu zamiast szukać gotowych odpowiedzi.

7. Czego wymagasz od swoich superwizantów, a co oferujesz im w zamian?
Najważniejsze są dla mnie otwartość, szczerość i zaciekawienie. Rozumiem przez to gotowość do kwestionowania własnych hipotez, weryfikowania założeń oraz otwartość na to, co pojawia się emocjonalnie w pracy z pacjentem i podczas samej superwizji. Ze swojej strony oferuję zaangażowanie oraz dzielenie się wiedzą i doświadczeniem. Staram się tworzyć atmosferę, w której superwizanci mogą otwarcie mówić również o swoich trudnościach, błędach, niewiedzy czy wątpliwościach, bez obawy, że staną się one podstawą do ich oceny.

8. Z jakimi trudnościami u swoich superwizantów najczęściej się spotykasz?
Najczęściej widzę trzy obszary. Pierwszym jest nadmiarowa odpowiedzialność. Mam wrażenie, że część terapeutów nosi w sobie przekonanie, że jeśli tylko znajdą odpowiedni sposób, technikę czy interpretację, pacjent się zmieni — a więc że to oni są odpowiedzialni za jego zmianę. Taka postawa łatwo prowadzi do frustracji i wypalenia. Drugą trudnością jest pomijanie mechanizmów obronnych. Terapeuci niekiedy przez długi czas „wytrzymują” obrony pacjenta, zamiast uczynić je przedmiotem wspólnej pracy. To również może prowadzić do zmęczenia i poczucia utknięcia. Trzecia trudność często łączy się z dwiema poprzednimi — jest nią nadmierna samokrytyka. Wielu terapeutów ocenia siebie bardzo surowo, nie dając sobie prawa do niewiedzy, ograniczeń czy popełniania błędów. Tymczasem dostrzeżenie własnego udziału w trudnościach pojawiających się w terapii nie musi prowadzić do obwiniania siebie — może być właśnie tym, co pozwala lepiej zrozumieć sytuację i zrobić kolejny krok.


III. MISJA

9. Z jakiego powodu angażujesz się w tworzenie Polskiego Towarzystwa Psychoterapii ISTDP? Na czym Ci zależy w pracy na rzecz tworzenia standardów wyszkolenia i certyfikacji w Towarzystwie?
Zależy mi przede wszystkim na trzech kwestiach: tworzeniu jasnych standardów kształcenia i kompetencji w ISTDP, popularyzacji tego podejścia oraz integracji środowiska. Przed powstaniem Towarzystwa psychoterapeuci ISTDP byli skupieni przede wszystkim wokół swoich nauczycieli, superwizorów czy ośrodków szkolących. Brakowało wspólnej przestrzeni, w której mogliby wymieniać się doświadczeniami i wiedzą, wspierać się oraz wzajemnie inspirować. Dziś mamy możliwość taką przestrzeń tworzyć. Ważna jest dla mnie także perspektywa pacjentów. Osoba szukająca terapeuty ISTDP powinna móc łatwo sprawdzić, czy dany terapeuta przeszedł odpowiednie szkolenie, czy jego kompetencje zostały zweryfikowane i czy pracuje zgodnie z przyjętymi standardami zawodowymi i etycznymi. Temu między innymi powinna służyć certyfikacja.

10. W jaki sposób według Ciebie nasze Towarzystwo może najlepiej odpowiedzieć na obecne potrzeby i wyzwania w polskiej psychoterapii?
Przede wszystkim dbając o jakość poprzez tworzenie, rozwijanie i weryfikowanie profesjonalnych standardów. W przypadku ISTDP szczególnie ważne wydaje mi się to, aby kompetencje zdobywane podczas różnych szkoleń mogły być oceniane według przejrzystych kryteriów przez niezależną organizację zawodową. Daje to pacjentom ważną informację o przygotowaniu terapeuty, a samym terapeutom wyznacza czytelną ścieżkę dalszego rozwoju. Towarzystwo może też tworzyć przestrzeń do dyskusji o jakości psychoterapii, zamiast ograniczać się jedynie do potwierdzania odbytych szkoleń.

11. W jakim kierunku chciałbyś, aby rozwijało się nasze Towarzystwo w ciągu najbliższych pięciu lat?
Widzę dwa główne kierunki. Pierwszym jest edukacja: stworzenie i rozwijanie standardów certyfikacji, integrowanie środowiska oraz prowadzenie wysokiej jakości szkoleń i konferencji. Chciałbym, żeby z czasem Towarzystwo mogło tworzyć spójną ścieżkę kształcenia — od Precore i Core Training aż, w dalszej perspektywie, do szkoleń nauczycielskich. Drugim kierunkiem jest popularyzacja ISTDP. Nie tylko wśród osób, które chcą pracować wyłącznie w tym podejściu. Uważam, że ISTDP proponuje wiele koncepcji i sposobów myślenia klinicznego, które mogą być inspirujące i użyteczne również dla terapeutów innych modalności.


IV. ZA KULISAMI

12. Jak Ty sam dbasz o swoją higienę psychiczną i zapobiegasz wypaleniu?
Tu nie ma cudów. Staram się zachować równowagę między pracą a życiem prywatnym. Oznacza to przede wszystkim, że pracuję z umiarem, regularnie trenuję, dbam o odpowiednią ilość snu, zwracam uwagę na to, co jem, a przede wszystkim znajduję czas na relacje z rodziną i przyjaciółmi. Dobry wpływ na moje samopoczucie mają również podróże. Im dłużej pracuję, tym bardziej doceniam zwyczajne rzeczy, które pozwalają mi nie być cały czas terapeutą.

13. Co najbardziej inspiruje Cię poza światem psychoterapii – książki, filmy, podróże, hobby?
Najbardziej inspirują mnie inni ludzie – poprzez dobre książki, filmy i muzykę, ale przede wszystkim poprzez osobiste spotkania. Moja praca daje mi ten przywilej, że spotykam wielu ciekawych ludzi. Kontakt z pacjentami również bardzo wiele mnie uczy — o ludziach, relacjach i o mnie samym.

14. Gdybyś nie został psychoterapeutą, to kim byś był?
Poza psychoterapią i uczeniem psychoterapii współpracuję doradczo i szkoleniowo z różnymi organizacjami. Gdybym nie był psychoterapeutą, prawdopodobnie bardziej zaangażowałbym się w działalność biznesową. W ostatnich latach coraz bardziej interesują mnie również nowoczesne technologie. Drugim obszarem moich zainteresowań i praktyki jest sport. Myślę, że bycie trenerem sportowym także mogłoby być dla mnie ciekawym zajęciem.

15. Jaką przeczytaną książkę – niekoniecznie naukową – poleciłbyś każdemu terapeucie ISTDP?
Gdybym miał wybrać jeden tytuł, byłoby to „Dobre życie” Roberta Waldingera i Marca Schulza. To książka przedstawiająca wnioski z jednego z najdłużej prowadzonych badań nad ludzkim życiem i szczęściem. Jako psychoterapeuci dużo wiemy o tym, co sprawia, że ludzie cierpią, i pomagamy im usuwać przeszkody stojące na drodze do bardziej satysfakcjonującego życia. Ta książka pokazuje drugą stronę medalu: co właściwie sprawia, że ludzie mają poczucie, że ich życie jest dobre.

Dziękujemy! 🙂