Leszek Jaworski

Leszek Jaworski – jestem certyfikowanym psychoterapeutą Polskiego Towarzystwa Psychologicznego, nauczycielem i superwizorem ISTDP oraz założycielem Ośrodka ISTDP i Instytutu ISTDP w Warszawie. Pracuję jako psychoterapeuta od 2003 roku a w podejściu ISTDP od 2008 roku. Prowadzę psychoterapię indywidualną i grupową, superwizje oraz szkolenia, w tym Precore i Core Training. Tworzę autorskie szkolenia online dla psychoterapeutów różnych nurtów, poświęcone konkretnym trudnościom w pracy z pacjentami.

 

Szkolenia i superwizja: instytutistdp.pl. Psychoterapia: osrodekistdp.pl.

 

I ŚCIEŻKA ZAWODOWA

1. Co Cię skłoniło, by zawodowo zajmować się psychoterapią, w szczególności psychoterapią ISTDP?
Zawsze ważny był dla mnie dobry kontakt ze sobą i z innymi ludźmi. Chciałem lepiej rozumieć, co nam ten kontakt ułatwia, a co go utrudnia. Psychoterapia pozwalała połączyć to zainteresowanie i własny rozwój z pracą zawodową. W 2006 roku ukończyłem czteroletnie Studium Psychoterapii w Laboratorium Psychoedukacji w Warszawie, które dało mi solidne podstawy do prowadzenia terapii indywidualnej i grupowej. Do ISTDP doprowadziło mnie doświadczenie prowadzenia grup terapeutycznych, z którymi pracuję od 2004 roku. Ceniłem głębokość przeżywania uczuć w grupie i bezpośrednią informację zwrotną między uczestnikami. Szukałem sposobu, żeby podobną jakość kontaktu osiągać w terapii indywidualnej.

W 2007 roku zobaczyłem nagrania sesji ISTDP. Zwróciłem uwagę na to, jak precyzyjnie terapeuta rozpoznaje, co utrudnia pacjentowi pracę nad sobą, i jak otwarcie z nim o tym rozmawia. Zobaczyłem możliwość połączenia bezpośredniości z uważnością na przeżycia pacjenta. To przekonało mnie do tego podejścia. Dużo zawdzięczam też Jonowi Fredericksonowi. Pomógł mi przełożyć wiedzę o prymitywnych mechanizmach obronnych, przeniesieniu i przeciwprzeniesieniu na konkretne interwencje i strategię leczenia. Pojęcia, które wcześniej rozumiałem głównie teoretycznie, stały się praktyczną pomocą w gabinecie.


2. Pamiętasz moment, w którym poczułeś, że chcesz zostać nie tylko psychoterapeutą, ale i superwizorem ISTDP? Dlaczego zajmujesz się superwizją?

Duże znaczenie miała wdzięczność za to, co sam otrzymałem od swoich nauczycieli. Szczególnie pociągnęły mnie możliwości uczenia poprzez nagrania wideo. Możemy zobaczyć konkretną interwencję i reakcję pacjenta, zatrzymać nagranie, wrócić do szczegółu i sprawdzić nasze rozumienie. Chciałem uczyć w taki sposób, żeby można było zobaczyć, na czym opiera się moja propozycja, wspólnie ją przedyskutować i przećwiczyć. Nagrania bardzo to ułatwiają.


3. W jaki sposób teraz rozwijasz się jako psychoterapeuta i superwizor? W jakich szkoleniach brałeś udział w ostatnim czasie?

ISTDP uczę się od 2007 roku i nadal rozwijam ten warsztat, przede wszystkim w zaawansowanej superwizji u Jona Fredericksona oraz podczas seminariów z Allanem Abbasem. Korzystam też z superwizji własnej pracy superwizorskiej. Ważne są dla mnie również szersza myśl psychodynamiczna i różne sposoby rozumienia relacji terapeutycznej. Korzystam z dorobku m. in. Nancy McWilliams, Andrzeja Wiśniewskiego, Zofii Milskiej-Wrzosińskiej i Bogdana de Barbaro. Z doświadczeniem ISTDP integruję teorię relacji z obiektem, w tym ujęcie Otto Kernberga, oraz koncepcję stanów self — różnych sposobów przeżywania siebie i drugiego człowieka, które uaktywniają się w relacji. Pomaga mi to rozumieć zmiany w kontakcie z pacjentem, zwłaszcza gdy trudno mu połączyć sprzeczne uczucia i obrazy siebie oraz innych. Równolegle poznaję inne podejścia, między innymi Somatic Experiencing oraz różne formy pracy z ciałem, głosem i napięciem. Wybieram warsztaty, które łączą wiedzę z możliwością osobistego doświadczenia. Praca nad sobą pozostaje ważną częścią mojego rozwoju.

Pracuję też nad własną koncepcją rozszerzonego trójkąta konfliktu Malana. Do mapy uczuć, lęku i obron włączam znaczenie relacji, zmiany w przeżywaniu siebie oraz udział terapeuty. Równolegle rozbudowuję własne ujęcie diagnozy psychodynamicznej o grupę pacjentów o funkcjonowaniu preneurotycznym, u których szczególne znaczenie ma podatność na regresję pod wpływem napięcia. Zależy mi, żeby diagnoza pomagała wybierać sposób pracy i dostosowywać tempo terapii do możliwości pacjenta. Te zagadnienia rozwijam również w autorskich szkoleniach online. Wyjaśniam trudne pojęcia na przykładach i pokazuję, jak przekładają się na konkretne decyzje w gabinecie. Przygotowywanie tych materiałów pomaga mi porządkować doświadczenie kliniczne i rozwijać własne rozumienie psychoterapii.


4. Gdybyś mógł spotkać siebie z początku drogi terapeutycznej i superwizorskiej, jaką jedną radę byś sobie dał?

Powiedziałbym sobie: daj sobie prawo do własnego głosu i własnych obserwacji. Ucz się uważnie, korzystaj z doświadczenia nauczycieli i sprawdzaj to, czego się uczysz, w kontakcie z konkretnym człowiekiem. Model pomaga się orientować, ale to, co wydarza się w relacji, bywa bardziej złożone niż schemat. Można być dobrze przygotowanym i nadal potrzebować czasu, żeby coś zrozumieć. Ufaj temu, co obserwujesz w gabinecie, także wtedy, gdy nie pasuje do teorii. Jeśli proponowany sposób pracy nie przynosi efektu, nie zakładaj od razu, że to z tobą jest coś nie tak albo że za mało wiesz. Przynieś na superwizję fragment sesji, w którym ten sposób pracy nie pomógł. Wspólnie sprawdźcie, co się wydarzyło, czego nie uwzględniliście i jak można odpowiedzieć inaczej. Szukaj nauczycieli, którzy pokazują konkretne interwencje i pomagają rozumieć ich sens oraz warunki zastosowania. Dodałbym też: daj czas sobie i pacjentowi. Są zmiany, które wymagają wielu powtórzeń i miesięcy pracy. Nie trzeba na każdej sesji doprowadzać do przełomu, żeby robić coś istotnego.


II RELACJA SUPERWIZYJNA

5. Jaka jest Twoja osobista definicja dobrej superwizji?
Dobra superwizja pomaga poradzić sobie z konkretną trudnością w terapii i rozwija umiejętności przydatne w pracy z innymi pacjentami. Zależy mi, żeby superwizant uczył się rozpoznawać mechanizmy obronne czy trudności we współpracy z danym pacjentem i potrafił korzystać z tego doświadczenia w podobnych sytuacjach w kolejnych terapiach. Chcę, żeby superwizant rozumiał, dlaczego wybiera daną interwencję, i umiał sprawdzać jej efekt. Przyglądamy się odpowiedzi pacjenta: czy łatwiej mu mówić o swoim doświadczeniu, czy wzrasta napięcie, czy trudniej nam się porozumieć. Uczymy się z tych reakcji i na ich podstawie korygujemy sposób pracy. Dzięki temu superwizant stopniowo rozwija zdolność samodzielnego oceniania swoich interwencji, także podczas oglądania własnych nagrań.


6. Jak wygląda Twój styl pracy w superwizji? Na co najbardziej zwracasz uwagę w relacji superwizor–superwizant?

Najważniejsza jest dla mnie współpraca, w której można otwarcie pytać i mówić o trudnościach. Wnoszę swoją wiedzę i doświadczenie, a reakcje superwizanta pomagają mi ocenić, czy sposób, w jaki pracujemy, rzeczywiście mu służy. Kiedy coś nas zatrzymuje, przyglądam się także sobie: czy dobrze rozumiem trudność i czy tempo jest odpowiednie. Czasem superwizant wie, co mógłby zrobić, ale własne napięcie czy uczucia utrudniają mu skorzystanie z tej wiedzy. Wtedy zajmujemy się również jego doświadczeniem. Szukam takiego tempa pracy, które pozwala podjąć wyzwanie i zachować zdolność myślenia oraz uczenia się. Jeśli na przykład zaczynam podsuwać kolejne rozwiązania, a superwizant coraz mniej wnosi do rozmowy, możemy sprawdzić, czy podobny układ nie pojawia się w jego pracy z pacjentem. Przyglądam się wtedy również własnemu udziałowi: czy sposób, w jaki prowadzę superwizję, pomaga mu samodzielnie myśleć i szukać odpowiedzi.


7. Czego wymagasz od swoich superwizantów, a co oferujesz im w zamian?

Proszę o przygotowanie do superwizji fragmentów nagrań sesji, w których superwizanci napotykają trudność lub chcą przyjrzeć się swojemu sposobowi pracy. Wspólnie szukamy możliwych odpowiedzi i ćwiczymy je. Między spotkaniami superwizant sprawdza je w gabinecie, a potem wracamy do tego, co pomogło i co wymaga dalszej pracy. Pracuję z osobami wykształconymi w różnych nurtach i cenię ich dotychczasowy warsztat. Pomagam im rozwijać skuteczniejszy sposób pracy w ramach ich podejścia i własnego stylu. Korzystając z doświadczenia ISTDP, wspólnie szukamy tego, co warto uzupełnić i jak połączyć nowe umiejętności z tym, co już pomaga pacjentom. Miarą rozwoju jest dla mnie to, czy superwizant lepiej rozumie sytuację i trafniej pomaga pacjentowi. Oczekuję aktywnego udziału: pytań, dzielenia się reakcjami i mówienia, gdy coś pozostaje niejasne albo superwizant widzi to inaczej. Taka informacja pozwala mi lepiej dostosować superwizję i rozwijać się jako nauczyciel.


8. Z jakimi trudnościami u swoich superwizantów najczęściej się spotykasz?

Najczęściej trudność dotyczy przełożenia rozumienia pacjenta na decyzję, czym zająć się w danym momencie sesji. Superwizant może dobrze rozumieć problem, a potrzebować pomocy w rozpoznaniu, czy warto teraz przyjrzeć się temu, jak pacjent unika trudnego doświadczenia, czy najpierw pomóc mu poradzić sobie z nasilonym lękiem. Na konkretnym fragmencie sesji sprawdzamy, jak można zareagować. Zdarza się też, że superwizant bierze na siebie coraz więcej odpowiedzialności za zmianę: przekonuje do pracy, podczas gdy pacjent się wycofuje. Szukamy sposobu, żeby pacjent mógł zauważyć, że sam chce zmiany, a jednocześnie się przed nią broni. Wtedy możemy wspólnie zajmować się jego trudnością, zamiast pozostawać w układzie, w którym terapeuta przekonuje, a pacjent odmawia. W pracy z pacjentami o organizacji borderline ważne bywa wielokrotne wracanie do tych samych mechanizmów obronnych, czasem przez wiele miesięcy. Uczymy się rozpoznawać, kiedy potrzebne jest dłuższe pozostanie przy danej trudności, a kiedy zmiana sposobu pracy. Utrzymując kierunek, nadal sprawdzamy reakcje pacjenta i dostosowujemy interwencje oraz tempo do jego możliwości radzenia sobie z napięciem.


III MISJA


9. Z jakiego powodu angażujesz się w tworzenie Polskiego Towarzystwa Psychoterapii ISTDP? Na czym Ci zależy w pracy nad standardami wyszkolenia i certyfikacji w Towarzystwie?

Zależy mi przede wszystkim na jakości pracy i bezpieczeństwie pacjentów. ISTDP jest intensywnym podejściem i wymaga umiejętności rozpoznawania reakcji pacjenta oraz dostosowywania do nich interwencji. Dlatego uważam, że szkoleniu i praktyce powinny towarzyszyć regularna superwizja oraz rzetelna ocena umiejętności. Chcę, żeby certyfikacja służyła ocenie przygotowania terapeuty do pracy tym modelem i wskazywała obszary dalszej nauki. Ważna jest możliwość uzyskania uczciwej informacji zwrotnej, także wtedy, gdy na danym etapie warto ograniczyć określone interwencje i poświęcić więcej czasu na przygotowanie.


10. W jaki sposób Twoim zdaniem Towarzystwo może najlepiej odpowiedzieć na obecne potrzeby i wyzwania w polskiej psychoterapii?

Przez udostępnianie wiedzy klinicznej w sposób zrozumiały także dla terapeutów innych nurtów i tworzenie przestrzeni do wspólnej analizy pracy. Widzę wartość w spotkaniach, podczas których omawiamy konkretne trudności, porównujemy sposoby rozumienia pacjenta i uczymy się od siebie. Ważne, żeby uczestnicy mogli wykorzystywać te doświadczenia we własnej praktyce.


11. W jakim kierunku chciałbyś, aby Towarzystwo rozwijało się w ciągu najbliższych pięciu lat?

Chciałbym, żeby wspierało kształcenie kolejnych nauczycieli i superwizorów oraz organizowało regularne spotkania wokół materiału klinicznego. Widzę też duże znaczenie dostępnych szkoleń i materiałów online. Zależy mi na środowisku, w którym można otwarcie omawiać trudności, sprawdzać nowe pomysły i rozwijać własny sposób pracy.

 

IV ZA KULISAMI

12. Jak dbasz o swoją higienę psychiczną i zapobiegasz wypaleniu?
Dbam o czas na odpoczynek i ruch. Pomagają mi rower, siatkówka, joga i wyjazdy w góry. Przygotowywanie materiałów szkoleniowych przeplatam aktywnością fizyczną. To pomaga mi zachować energię i zaangażowanie w pracę.


13. Co najbardziej inspiruje Cię poza światem psychoterapii: książki, filmy, podróże, hobby?

Dużo zawdzięczam kinu artystycznemu. Kształtowało mnie jako człowieka i uczyło uważniej patrzeć na innych. Lubię dać sobie czas na film, pozwolić mu wybrzmieć i zobaczyć, co we mnie zostaje. Chciałbym więc wykorzystać ten wywiad do małej reklamy reżyserów, którzy byli dla mnie szczególnie ważni: Krzysztofa Kieślowskiego, Abbasa Kiarostamiego, Mike’a Leigha, Ingmara Bergmana, Federica Felliniego, Andrieja Tarkowskiego, Kena Loacha i Asghara Farhadiego. Bardzo polecam ich filmy. Z kina dokumentalnego poleciłbym także filmy Marcela i Pawła Łozińskich oraz Krzysztofa Kieślowskiego. Ważnym miejscem spotkania z takim kinem były dla mnie festiwale filmowe. Dziś nie mam już tyle przestrzeni, żeby na nie jeździć, ale te doświadczenia dużo we mnie zostawiły. Inspirują mnie też muzyka. Bliskie są mi taniec i kontakt z przyrodą, szczególnie w górach. W takich doświadczeniach odnajduję swobodę i energię do rozwijania własnych pomysłów.


14. Gdybyś nie został psychoterapeutą, kim byś był?

Prawdopodobnie wybrałbym pracę twórczą, być może związaną z filmem. Lubię nadawać pomysłom konkretną formę. Dziś korzystam z tego również przy tworzeniu szkoleń.


15. Jaką przeczytaną książkę, niekoniecznie naukową, poleciłbyś każdemu terapeucie ISTDP?

Poleciłbym prozę Dostojewskiego. Przenikliwie pokazuje sprzeczne uczucia i motywy ludzkiego postępowania. Dla terapeuty to okazja, żeby przyjrzeć się człowiekowi w całej jego złożoności.

Dziękujemy 🙂