Elżbieta Brodowska
– jestem psychologiem, certyfikowaną psychoterapeutką oraz superwizorką i nauczycielką Intensywnej Krótkoterminowej Psychoterapii Dynamicznej (ISTDP), zrzeszoną i licencjonowaną przez IEDTA. W zawodzie pracuję od blisko ćwierćwiecza. Moja droga do dojrzałości zawodowej wiodła przez Studium Psychoterapii w Laboratorium Psychoedukacji i Studium Psychoterapii Analitycznej, co dało mi silne, klasyczne korzenie psychodynamiczne. Od kilkunastu lat moja praktyka mocno zakorzeniła się w nurcie ISTDP. Swoje fundamenty merytoryczne budowałam, ucząc się bezpośrednio od wybitnych światowych autorytetów tej metody, do których należą dr Josette ten Have-de Labije, dr Robert Neborsky, dr Allan Abbass, Jon Frederickson, Kees L.M. Cornelissen oraz dr Patricia Coughlin. Moją najważniejszą, wieloletnią mentorką stała się dr Josette ten Have-de Labije.
W Katowicach prowadzę Ośrodek Psychoterapii i Psychoprofilaktyki „Zdrowa Psychika”, z kolei przestrzeń szkoleniową dla profesjonalistów – w tym akredytowane przez IEDTA trzyletnie szkolenia całościowe Core Training – rozwijam w stałym partnerstwie dydaktycznym z dr Renatą Komorowską-Pietrzykowską w ramach ISTDP Szkolenia PL.
I. ŚCIEŻKA ZAWODOWA
1. Co Cię popchnęło, by zawodowo zajmować się psychoterapią, w szczególności psychoterapią ISTDP?
Zawsze pociągała mnie prawda o człowieku, ukryta pod codziennymi maskami. Moje korzenie są psychodynamiczne i ogromnie cenię ten fundament, bo uczy wnikliwego patrzenia na strukturę i dynamikę osobowości oraz relacji z pacjentem. Ukończone przeze mnie trzyletnie Studium Psychoterapii Analitycznej dało mi gruntowną wiedzę psychoanalityczną. Stanowi ona wspólne, nienaruszone podłoże i jeden z najważniejszych filarów, na których historycznie zbudowano i rozwijano Intensywną Krótkoterminową Psychoterapię Dynamiczną.
Pójście w stronę metody dr. Habiba Davanloo było dla mnie zupełnie naturalnym krokiem – szukałam odpowiedzi na terapeutyczne utknięcia z pacjentami, bo nie zadowalały mnie superwizyjne, ogólnikowe stwierdzenia typu „trudny, oporujący pacjent”. W ISTDP urzekła mnie kliniczna precyzja i to, że mocno opieramy się na doświadczaniu emocjonalnym w relacji „tu i teraz”. Narzędzia takie jak Trójkąt Konfliktu oraz Trójkąt Osób to nasz dynamiczny kompas, który pozwala sekunda po sekundzie nawigować w gabinecie i sprawnie docierać do samego źródła cierpienia.
2. Pamiętasz moment, w którym poczułaś, że chcesz zostać nie tylko psychoterapeutką, ale i superwizorką w ISTDP? Co to był za moment? Dlaczego zajmujesz się superwizją ISTDP?
Ten moment dookreślał się we mnie, gdy chłonęłam wiedzę od moich nauczycieli i obserwowałam kolejne przełomy u pacjentów – a zwłaszcza tych, którzy zmagali się z ciężkimi, niewyjaśnionymi medycznie objawami somatycznymi lub wcześniej utknęli w poprzednich procesach terapeutycznych. Te sukcesy były wyrazem pracy na głębokich, nieświadomych konfliktach emocjonalnych. Gdy doświadczyłam podejścia Josette ten Have-de Labije – pełnego pasji i miłości wobec zdrowej części pacjenta, a zarazem ogromnego rygoru w dbaniu o jego bezpieczeństwo – zrozumiałam, że tego rzemiosła nie da się wyczytać z samych podręczników. Ono wymaga żywego, pokoleniowego przekazu, którego sama miałam przywilej doświadczyć od moich mistrzów. Zajmuję się superwizją, by budować w terapeutach kliniczną odwagę i uważność. Wspólnie z dr Renatą Komorowską-Pietrzykowską w ramach ISTDP Szkolenia PL uczymy naszych studentów, jak precyzyjnie czytać sygnały płynące zarówno z ciała pacjenta, jak i z jego nieświadomości. Uczymy ich również, jak konstruktywnie pracować z oporem i jak bezpiecznie, za pomocą techniki stopniowanej, odbudowywać zdolność adaptacyjną u pacjentów o kruchym ego.
3. W jaki sposób teraz się rozwijasz jako psychoterapeutka i superwizorka? W jakich szkoleniach brałaś udział w ostatnim czasie?
W naszym zawodzie rutyna to największe zagrożenie, dlatego stałe szkolenie uważam za obowiązek etyczny. Mój rozwój to przede wszystkim regularne superwizje w ramach Advanced Core Training u dr Josette ten Have-de Labije, której przez lata miałam zaszczyt współtowarzyszyć i obserwować na arenie międzynarodowych grup superwizyjnych odbywających się w Berlinie, we Włoszech, Indonezji, Tajlandii i Portugalii. Cennym krokiem było również asystowanie w licznych procesach szkoleniowych pod jej egidą.
Codzienny warsztat szlifuję poprzez analizę nagrań wideo z własnych sesji. Oglądanie swojej pracy klatka po klatce uczy ogromnej pokory i pozwala dostrzec niuanse, które łatwo przeoczyć w trakcie spotkania. Swoją pracę trenerską regularnie poddaję superwizji u czołowych światowych badaczy i praktyków ISTDP. Aktywnie uczestniczę i dokształcam się na konferencjach w Polsce, jak również na międzynarodowych konferencjach ISTDP organizowanych przez IEDTA, choćby najbliższej w Dubrowniku. Bardzo ubogacającym, niedawnym doświadczeniem był także warsztat będący wprowadzeniem do terapii par w metodologii ISTDP, który Josette zorganizowała dla grup superwizyjnych Advanced w Portugalii.
4. Gdybyś mogła spotkać siebie z początku drogi zawodowej – terapeutycznej i superwizorskiej, jaką jedną radę byś sobie dała?
„Zdejmij z siebie ciężar oczekiwania, że musisz być idealna i nieomylna. Prawdziwa skuteczność w gabinecie nie rodzi się z podręcznikowej perfekcji, ale z Twojej pełnej, autentycznej, stabilnej i odważnej obecności. Naucz się bezgranicznie ufać nieświadomości pacjenta. Nie bój się oporu, który stawia, ponieważ on nie jest wymierzony w Ciebie, lecz stanowi wyraz jego lęku przed ponownym zranieniem. Współpracuj zawsze z tą częścią pacjenta, która tęskni za wolnością i zdrowiem”.
II. RELACJA SUPERWIZYJNA
5. Jaka jest Twoja osobista definicja „dobrej superwizji”?
Dobra superwizja to znacznie więcej niż nauka bezbłędnej diagnostyki czy mechanicznego śledzenia objawów na materiale wideo. Dla mnie to przede wszystkim głębokie, bezpieczne i pełne szacunku towarzyszenie drugiemu terapeucie w jego drodze zawodowej. ISTDP jest nurtem niezwykle wymagającym, który potrafi konfrontować nie tylko pacjenta, ale i samego klinicystę z jego własnymi ograniczeniami, lękiem oraz bezradnością. Dlatego dobra superwizja to przestrzeń, w której superwizant nigdy nie zostaje sam. Moim zadaniem jako superwizorki jest pożyczenie mu moich własnych oczu superwizyjnych oraz mojego wewnętrznego, wypracowanego przez lata diagnostycznego spokoju. Kiedy on czuje się zagubiony w chaosie sesji, zalany oporem pacjenta lub sparaliżowany lękiem przed popełnieniem błędu, ja oferuję mu swoją perspektywę, która widzi szerzej, głębiej i z większym dystansem.
Uczę go patrzeć moim wzrokiem sekunda po sekundzie, a robię to przede wszystkim po to, by pomóc mu z najwyższą uważnością odczytywać subtelne, ukryte przejawy nieświadomego przymierza terapeutycznego. To nieświadome przymierze jest najcenniejszym sprzymierzeńcem w gabinecie. Objawia się ono w niespodziewanych metaforach pacjenta, zmianie postawy ciała, w snach, nagłych skojarzeniach czy zmianie tonu głosu. Tymi sygnałami jego nieświadomość wysyła nam precyzyjne instrukcje i mówi: „Idź tędy, pomóż mi rozbić te obrony, bo sam już dłużej nie wytrzymam”. Pożyczam superwizantowi swoje oczy i swoje kliniczne doświadczenie tak długo, aż on sam zacznie te bezcenne sygnały bezbłędnie wychwytywać, zintegruje to spojrzenie i wykształci własną, stabilną intuicję. To jest esencja dobrej superwizji – relacja, w której lęk terapeuty zostaje bezpiecznie pomieszczony, by w jego miejsce mogły narodzić się odwaga, klarowność i dojrzała mądrość rzemiosła klinicznego.
6. Jak wygląda Twój styl pracy w superwizji? Na co najbardziej zwracasz uwagę w relacji superwizor – superwizant?
Mój styl pracy jest klarowny, ustrukturyzowany i oparty na faktach płynących bezpośrednio z nagrań sesji. W relacji z superwizantem z dużą uważnością przyglądam się jego własnym emocjonalnym reakcjom, czyli całej dynamice przeciwprzeniesieniowej. Zwracam szczególną uwagę na momenty, gdy terapeuta pod wpływem silnego oporu pacjenta zaczyna nieświadomie wycofywać się z procesu – na przykład poprzez unikanie delikatnej, lecz potrzebnej konfrontacji. Wyłapuję chwile, gdy z lęku przed trudnymi emocjami pacjenta terapeuta zaczyna zbyt mocno łagodzić proces lub ucieka w czysto teoretyczne rozważania, zamiast pomóc pacjentowi w bezpiecznym i realnym doświadczeniu tego, co zostało w nim zablokowane lub właśnie uruchomione.
7. Czego wymagasz od swoich superwizantów, a co oferujesz im w zamian?
Od moich superwizantów wymagam przede wszystkim zawodowej uczciwości, rzetelności oraz odwagi do pokazania swojej autentycznej pracy na materiale wideo – wraz ze wszystkimi potknięciami, wątpliwościami i momentami bezradności, które są przecież naturalną częścią rozwoju każdego z nas. Oczekuję pełnego zaangażowania w naukę tego wymagającego rzemiosła.
W zamian oferuję im pełne bezpieczeństwo relacyjne, głęboki szacunek dla ich codziennego wysiłku oraz najwyższe standardy merytoryczne zgodne z wytycznymi IEDTA. Moim nadrzędnym celem nigdy nie jest ocenianie, lecz wyposażenie terapeutów w konkretne, precyzyjne narzędzia do samodzielnej i skutecznej pracy. Wartością, którą promuję jako superwizorka i nauczycielka ISTDP, jest zapraszanie superwizantów i absolwentów moich oraz naszych szkoleń Core Training do integracji w międzynarodowej społeczności oraz udziału w odbywających się w Europie i na innych kontynentach szkoleniach, superwizjach czy Master Class.
8. Z jakimi trudnościami u swoich superwizantów najczęściej się spotykasz?
Najczęstszą barierą bywa lęk samego terapeuty przed złością i oporem pacjenta. Klinicyści mają czasami tendencję do nieświadomego chronienia mechanizmów obronnych, które de facto pacjenta niszczą, z obawy, że konfrontacja urazi pacjenta lub zerwie przymierze. Często spotykam też trudności w precyzyjnej ocenie pojemności lękowej pacjenta. Bywa, że terapeuta utrzymuje wysoką presję emocjonalną w momencie, gdy lęk manifestuje się już i rozładowuje w układzie przywspółczulnym czy w postaci zaburzeń poznawczo-percepcyjnych. Uczymy się wtedy, jak zwolnić, ustrukturyzować ego i zastosować technikę stopniowaną. Wyzwaniem bywa też sprawne przejście od rozmawiania o emocjach do ich realnego, fizycznego doświadczenia w ciele.
III. MISJA
9. Z jakiego powodu angażujesz się w tworzenie Polskiego Towarzystwa Psychoterapii ISTDP? Na czym Ci zależy w pracy na rzecz tworzenia standardów wyszkolenia i certyfikacji w Towarzystwie?
Jako Przewodnicząca Sekcji ISTDP w Polskim Stowarzyszeniu Integracji Psychoterapii (PSIP) głęboko czuję odpowiedzialność, jaka na nas spoczywa w procesie rozwoju tego nurtu w Polsce. Angażuję się w tworzenie dedykowanego Polskiego Towarzystwa Psychoterapii ISTDP, ponieważ zależy mi na ochronie czystości, rzetelności i wysokiej jakości tej metody.
Razem z dr Renatą Komorowską-Pietrzykowską w ramach ISTDP Szkolenia PL dzielimy tę samą wizję: chcemy jasnych, transparentnych i wymagających standardów szkoleniowych, które wiernie odzwierciedlają kryteria IEDTA. Moim celem jest ochrona pacjentów przed powierzchownym stosowaniem tej metody oraz zagwarantowanie polskim terapeutom wyszkolenia, które bez trudu obroni się na arenie międzynarodowej.
10. W jaki sposób według Ciebie Towarzystwo może najlepiej odpowiedzieć na obecne potrzeby i wyzwania w polskiej psychoterapii?
Obecnie na rynku szkoleniowym panuje spory chaos regulacyjny, podczas gdy gabinety pękają w szwach od osób cierpiących z powodu ciężkich zaburzeń lękowych, depresyjnych i psychosomatycznych. Nasze środowisko musi stać się stabilną kotwicą rzetelności klinicznej. Promujemy ISTDP jako nurt oparty na twardych dowodach naukowych (evidence-based medicine). Dzięki swojej zwięzłości, intensywności i dynamice metoda ta potrafi przynieść głęboką, strukturalną zmianę w relatywnie krótkim czasie, co stanowi adekwatną i niezwykle potrzebną odpowiedź na współczesny kryzys w obszarze ochrony zdrowia psychicznego.
11. W jakim kierunku chciałabyś, aby rozwijało się Towarzystwo w ciągu najbliższych 5 lat?
Pragnę, aby w ciągu najbliższych 5 lat Towarzystwo zyskało status silnego, w pełni autonomicznego i powszechnie szanowanego głosu opiniotwórczego w polskim środowisku psychoterapeutycznym. Opartego na rzetelności w kształceniu stabilnej kadry rodzimych, certyfikowanych przez IEDTA nauczycieli i superwizorów, aby nasze środowisko stało się w pełni samodzielne i samowystarczalne. Chciałabym również, aby ISTDP na stałe i szeroko zagościło w programach akademickich uniwersytetów oraz na oddziałach szpitalnych i psychosomatycznych, stanowiąc realne wsparcie tam, gdzie inne formy pomocy potrzebują uzupełnienia.
IV. ZA KULISAMI
12. Jak sama dbasz o swoją higienę psychiczną i zapobiegasz wypaleniu?
Praca na emocjonalnej linii frontu, w stałym, głębokim kontakcie z ludzką traumą i silnym oporem, wymaga ode mnie żelaznej dyscypliny w stawianiu granic. Zapobieganie wypaleniu zawodowemu to dla mnie przede wszystkim sztuka powrotu do ciszy i świadomego dbania o balans. Jestem znana z „podglądania świata” – fotografowanie to moja ogromna pasja, która przynosi mi natychmiastowy reset, pozwalając zatrzymać się w czystym doświadczeniu chwili.
Równie ważny jest dla mnie ruch, sport oraz stały kontakt z naturą, która przywraca mi wewnętrzną harmonię. Mój dobrostan karmi się także bliskimi, głębokimi spotkaniami z ludźmi w przestrzeni prywatnej oraz codzienną, kojącą obecnością moich dwóch ukochanych kotów. Bardzo pilnuję, by moja tożsamość zawodowa nauczycielki i superwizorki harmonijnie współwystępowała z życiem osobistym i nie zdominowała Elżbiety jako prywatnego człowieka.
13. Co najbardziej inspiruje Cię poza światem psychoterapii (książki, filmy, podróże, hobby)?
Moim najwspanialszym nauczycielem poza gabinetem jest natura. Jej cykle, pierwotna harmonia i mądrość odradzania się są dla mnie żywym odzwierciedleniem procesów psychicznych. Kocham podróże, które pozwalają mi zrzucić rutynę codzienności i z ciekawością otworzyć się na nowe miejsca oraz kultury. Inspiruje mnie też dobra literatura piękna i sztuka, które potrafią opisać skomplikowaną architekturę ludzkiej duszy jednym trafnym, poruszającym obrazem, bez uciekania w psychologiczny żargon.
14. Gdybyś nie została psychoterapeutką, to kim byś była?
Zapewne mój wewnętrzny kompas i tak skierowałby mnie w stronę człowieka, humanizmu i poszukiwania głębi. Mogłaby to być medycyna, filozofia egzystencjalna, antropologia kultury lub literatura piękna. Bardzo bliska jest mi też myśl o pracy związanej z ekologią i czynną ochroną dzikiej natury – przywracaniem harmonii i ochroną naturalnego piękna tam, gdzie zostało ono zachwiane.
15. Jaką przeczytaną książkę poleciłabyś każdemu terapeucie i terapeutce ISTDP?
Wytrawny warsztat terapeutyczny wymaga osiągnięcia głębokiej harmonii i synchronizacji między dwoma komplementarnymi skrzydłami: wrażliwością na piękno literatury i sztuki oraz twardym realizmem i zdrowym rozsądkiem. Te dwa światy nie wykluczają się, lecz idealnie ze sobą współgrają. W ISTDP dążymy do prawdy bez neurotycznych iluzji, a to wymaga od nas trzeźwego stanięcia twarzą w twarz z faktami, w czym sztuka potrafi nas mistrzowsko ugruntować. Jako osoba całą duszą zawodową zakorzeniona na Śląsku, tę idealną synchronizację surowej prawdy i literackiego piękna odnajduję w literaturze śląskiej.
Obowiązkowym punktem jest dla mnie Cholonek, czyli dobry Pan Bóg z gliny Janoscha, a z nowszych dzieł – twórczość Szczepana Twardocha, z jego wybitnym Drachem na czele. Ci autorzy piszą z perspektywy głębokiej, ziemskiej mądrości. Pokazują człowieka uwikłanego w biologię, historię i popędy, ucząc nas zdrowego rozsądku i trzeźwości w ocenie ludzkiego losu – czyli dokładnie tego, czego sekunda po sekundzie potrzebujemy w gabinecie.
Z tym śląskim realizmem wspaniale rezonują wielkie arcydzieła Fiodora Dostojewskiego, zwłaszcza Zbrodnia i kara oraz Bracia Karamazow. Dostojewski ubrał w literacki geniusz to, co najtrudniejsze: potęgę nieświadomego poczucia winy i wieczny konflikt między głodem bliskości a lękiem przed zranieniem.
Dopełnieniem tej mozaiki jest dla mnie Śniadanie mistrzów Kurta Vonneguta. Ta z pozoru absurdalna i prześmiewcza powieść jest w rzeczywistości genialnym, do bólu trafnym studium ludzkich mechanizmów obronnych, racjonalizacji oraz iluzji, w jakich potrafi uwięzić się ludzki umysł. Vonnegut z czarnym humorem rozbraja ludzkie pretensjonalne konstrukty, ucząc nas dystansu, elastyczności i oddechu od własnego „sztywnego skryptu” – a bez tego trudno o autentyczność w pracy klinicznej. Taki potrójny splot lektur – łączący naukowe, analityczne podłoże z realizmem, groteską i klasycznym pięknem – uczy najgłębszej pokory, trzeźwości oraz wewnętrznej integracji w spotkaniu z ludzką psychiką.
Dziękujemy 🙂
