Anna Pezacka – Gumna
– jestem psychologiem, psychoterapeutką oraz superwizorką – aplikantką PTP ISTDP. Jestem miłośniczką podejścia doświadczeniowego w psychoterapii i pracy z grupami. Jestem również rekomendowaną przez PTP trenerką warsztatu (I stopnia) oraz treningu interpersonalnego (II stopnia). Ukończyłam Szkołę Psychoterapii „Intra” w Warszawie, kształcąc się w podejściu integracyjnym, opartym na bazie humanistyczno-doświadczeniowej. Ukończyłam także Core Training ISTDP u Josette ten Have-de Labije oraz kurs superwizorsko-nauczycielski w ISTDP Szkolenia PL, prowadzony przez Elżbietę Brodowską i Renatę Pietrzykowską – Komorowską. Od prawie 20 lat wspieram ludzi, a moje doświadczenie zawodowe obejmuje tysiące godzin pracy psychoterapeutycznej, dziesiątki treningów interpersonalnych oraz setki warsztatów psychospołecznych. Współtworzę SOMA Centrum Psychoterapii w Poznaniu: www.somapsychoterapia.pl. Współpracuję również z Grupą Spotkanie, Szkołą Psychoterapii „Serce ACT-u” oraz WIP – Całościowym Kursem Psychoterapii.
I ŚCIEŻKA ZAWODOWA
1. Co Cię popchnęło, by zawodowo zajmować się psychoterapią, w szczególności psychoterapią ISTDP?
Bardzo często to, co robimy zawodowo, jest w jakiś sposób osobiste. Myślę, że tak też jest w moim przypadku. Pójście w stronę pracy z ludźmi tak mocno opartej na bliskości wyrastało przede wszystkim z intuicyjnej tęsknoty za uczciwym i żywym kontaktem. Widziałam też, jak bardzo angażują mnie ludzkie historie, zarówno te namacalne, jak i te opowiadane w literaturze, kinie czy sztuce. Momenty odzyskiwania żywotności, zaufania do siebie i dostępu do miłości głęboko mnie poruszały. Te zainteresowania w naturalny, spokojny i pewny sposób prowadziły mnie przez kolejne decyzje, najpierw o studiowaniu psychologii, a potem o zajęciu się psychoterapią.
Rozwijające się rozumienie tej szczególnej relacji pomocowej oraz zdobywanie kolejnej wiedzy i umiejętności pogłębiały mój szacunek do roli psychoterapeuty i umacniały poczucie sensu tej pracy. Od początku przemawiała do mnie praca doświadczeniowa, dlatego moją bazą jest podejście humanistyczno-doświadczeniowe. ISTDP stało się rozwinięciem i wzmocnieniem tej drogi. Ujęły mnie w nim przede wszystkim precyzja interwencji pozwalających docierać do głębokich, ukrytych warstw emocjonalnych, praca w relacji – szczególnie wokół obron związanych z emocjonalną bliskością – skuteczność w trudniejszych procesach, pełnych oporu, oraz konsekwentne rozwijanie autonomicznego i uważnego ego pacjenta.
2. Pamiętasz moment, w którym poczułaś, że chcesz zostać nie tylko psychoterapeutką, ale i superwizorką w ISTDP? Co to był za moment? Dlaczego zajmujesz się superwizją ISTDP?
Pomysł na wejście na drogę stawania się superwizorką wyrasta przede wszystkim z chęci dzielenia się tym, co w moim własnym doświadczeniu osobistym i zawodowym było przełomowe. Z tym, jak bardzo podejścia doświadczeniowe dają szansę na prawdziwą, głęboką zmianę w przeżywaniu siebie, co dziś możemy również potwierdzać badaniami. Zależy mi na tym, aby dobre, rzetelne i rzeczywiście pomocne oddziaływania psychoterapeutyczne były dostępne w różnych środowiskach psychoterapeutycznych. Jeżeli mogę dołożyć się do tego swoją pracą i zaangażowaniem to chętnie do robię. Dodatkowo superwizja jest dla mnie przestrzenią ciągłego uczenia się: daje dostęp do nowych, niepowtarzalnych rzeczywistości pacjentów, pozwala integrować wiedzę i doświadczenia, a czasem także poszukiwać unikalnej kompozycji interwencji. Cieszą i wzmacniają mnie informacje zwrotne od osób, które miałam okazję uczyć lub superwizować. Słyszę od nich, że mój sposób tłumaczenia jest dla nich pomocny i pozwala im budować własne kompetencje terapeutyczne.
3. W jaki sposób teraz się rozwijasz jako psychoterapeutka i superwizorka? W jakich szkoleniach brałaś udział w ostatnim czasie?
Niezmiennie od wielu lat kluczowe jest dla mnie przyglądanie się pracy z pacjentami, namysł nad nią oraz superwizowanie własnych procesów, a dziś również procesów moich superwizantów. Refleksja nad światem drugiej osoby i badanie mojej relacji w pacjentem stanowią dla mnie niekończące się szkolenie. Bardzo cenię też interwizje z innymi terapeutami i superwizorami, zarówno te formalne, jak i mniej formalne. Konfrontujemy ze sobą różne myśli i odczucia, ale też robimy miejsce na zmagania i frustracje. Do tego dochodzą oczywiście stale czytana literatura branżowa i różnego rodzaju szkolenia.
Moje ostatnie szkolenie dotyczyło psychoterapii par w ujęciu ISTDP i było prowadzone przez Josette ten Have-de Labije. Pokazywało ono sztukę diagnozowania, ale również pracy już nie tylko z systemem jednej osoby, lecz z samopodtrzymującym się układem dwóch wzajemnie oddziałujących na siebie systemów. Tworzenie kompozycji interwencji w sytuacji, w której odblokowywanie uczuć i impulsów jednej osoby rezonuje u drugiej, mobilizując jej uczucia i impulsy przeniesieniowe, dało mi jeszcze bardziej kompleksową perspektywę rozumienia i pomagania.
4. Gdybyś mogła spotkać siebie z początku drogi zawodowej, terapeutycznej i superwizorskiej, jaką jedną radę byś sobie dała?
Z dzisiejszej perspektywy podpowiedziałabym sobie, żeby częściej przenosić uwagę z pacjenta na siebie. Żeby odważnie i cierpliwie przyglądać się własnym, budzącym się reakcjom emocjonalnym i empatycznie je obejmować. Po tych latach pracy wiem i doświadczam, jak ważne jest tolerowanie własnych uczuć i umiejętność radzenia sobie z lękiem. Widzę też, jak rezygnowanie z naszych obron przed emocjonalną bliskością oraz przyjmowanie uczuć pacjentów i tej intersubiektywnej, relacyjnej rzeczywistości tworzą głębię terapeutycznej obecności, która umożliwia zdrowienie.
II. RELACJA SUPERWIZYJNA
5. Jaka jest Twoja osobista definicja „dobrej superwizji”?
Dobra superwizja to taka, która nie tylko zwiększa kompetencje psychoterapeuty, ale również wspiera jego osobistą dojrzałość. W rozwijaniu kompetencji mieszczą się dla mnie m.in. szlifowanie oka diagnostycznego, poszerzanie i integrowanie wiedzy, kalibrowanie interwencji oraz ich techniczne dopracowywanie. Osobista dojrzałość oznacza natomiast pogłębianie rozumienia własnych intencji i obaw związanych zarówno z działaniem, jak i niedziałaniem, identyfikowanie własnych przeniesień, radzenie sobie z przeniesieniowymi i przeciwprzeniesieniowymi reakcjami pacjentów, rozwijanie zaufania do własnej percepcji oraz pogłębianie zdolności do empatii i mentalizacji.
6. Jak wygląda Twój styl pracy w superwizji? Na co najbardziej zwracasz uwagę w relacji superwizor–superwizant?
Ważnym elementem superwizji jest dla mnie zwracanie uwagi nie tylko na to, co nie działa – na pominięcia, niepełną diagnozę itp.- lecz także na te momenty, wymiany i interwencje, które już zadziałały. Wynika to z moich różnorodnych doświadczeń bycia superwizantką i z przekonania, że zobaczenie własnej skuteczności oraz zrozumienie jej wpływu na proces pacjenta również może być bardzo uczące. Staram się jednocześnie, aby eksplorowanie kwestii wymagających zmiany odbywało się w sposób, który z jednej strony pozwala odważnie je nazwać i jasno wyjaśnić, a z drugiej, nie zawstydza.
W relacji superwizor–superwizant zależy mi natomiast na poczuciu bezpieczeństwa, tak aby proces rozwoju mógł przynosić terapeucie jak największą korzyść. Myślę, że jednym z ważnych wskaźników takiego bezpieczeństwa jest możliwość otwartej rozmowy o przebiegu naszej współpracy.
7. Czego wymagasz od swoich superwizantów, a co oferujesz im w zamian?
Pierwsze, co przyszło mi do głowy, to uczciwe zaangażowanie w eksplorowanie własnej pracy z pacjentami, swojej postawy wobec tej pracy oraz procesu uczenia się. Oznacza to również odpowiedzialna ciekawość wobec tych momentów, w których zaangażowanie się załamuje. Myślę, że w zamian chcę oferować takie samo uczciwe zaangażowanie w pełnienie swojej roli superwizorki-aplikantki. Zawsze mam też duży szacunek i podziw dla gotowości do dzielenia się własnymi zmaganiami, pokazywania swoich nagrań i proszenia o pomoc drugiego profesjonalisty.
8. Z jakimi trudnościami u swoich superwizantów najczęściej się spotykasz?
Często widzę zmagania z superego, wysokie oczekiwania wobec siebie czy niezadowolenie ze swojej pracy. ISTDP jest bardzo wymagającym podejściem, w którym jednocześnie monitorujemy i pracujemy z wieloma aspektami. Naturalne jest więc doświadczanie niepowodzeń, pomijanie ważnych sygnałów czy podejmowanie aktywnych interwencji, które nie zawsze przynoszą oczekiwaną korzyść. Jednocześnie wiele osób wkłada ogromny wysiłek w dbanie o jakość swojej pracy i życzyłabym im, aby potrafiły ten wysiłek w sobie zobaczyć, uszanować i docenić. Widzę również trudności w integrowaniu kilku elementów ISTDP w danym momencie, układaniu sekwencji pracy przy jednoczesnym utrzymywaniu kontaktu z pacjentem, uważnym jego słuchaniu na wielu poziomach oraz korzystaniu z tego wszystkiego w procesie terapeutycznym.
Na końcu wymieniłabym jedno z największych wyzwań, czyli pracę w tzw. ”T”, czyli relacji tu i teraz z terapeutą. Dostrzeganie przejawów powtarzanych relacyjnych, więziowych wzorców jest trudniejsze samo w sobie, a dodatkowo odnosi się do nas, co może emocjonalnie angażować i budzić lęk. Np. sytuacje bycia lekceważonym, używanym, doświadczania jakiejś formy obronnej agresywności ze strony pacjentów bywają ogromnym wyzwaniem, a praca z tym wymaga dużej odwagi i delikatności zarazem. Przy czym stanowi to często istotę, swoiste serce terapii ISTDP.
III. MISJA
9. Z jakiego powodu angażujesz się w tworzenie Polskiego Towarzystwa Psychoterapii ISTDP? Na czym Ci zależy w pracy na rzecz tworzenia standardów wyszkolenia i certyfikacji w Towarzystwie?
Zależy mi na współtworzeniu przestrzeni, w której różne jakości tego podejścia będą rozumiane, pielęgnowane i rozwijane. Przestrzeni, w której osoby pracujące tą metodą lub integrujące ją z innymi podejściami będą miały dostęp do wiedzy, programów szkoleniowych, superwizji oraz wymiany myśli i doświadczeń. A wszystko po to, aby jakość pomocy psychoterapeutycznej była na jak najwyższym poziomie. Zależy mi również na tym, aby wizerunek ISTDP był budowany w oparciu o kompetentną pracę dobrze przygotowanych i odpowiedzialnych profesjonalistów. Ta metoda wymaga ponadprzeciętnego wysiłku w uczeniu się, analizowaniu nagrań i superwizowaniu materiałów wideo. Robienie tego wspólnie z innymi jest dla wielu osób po prostu bardzo pomocne, a Towarzystwo w naturalny sposób tworzy do tego przestrzeń.
10. W jaki sposób według Ciebie nasze Towarzystwo może najlepiej odpowiedzieć na obecne potrzeby i wyzwania w polskiej psychoterapii?
Myślę, że przede wszystkim poprzez angażowanie się w dyskusję w środowisku w sposób, który uwzględnia i szanuje różnorodność podejść.
11. W jakim kierunku chciałabyś, aby rozwijało się nasze Towarzystwo w ciągu najbliższych pięciu lat?
Marzy mi się, aby Towarzystwo rozwijało się w kierunku silnego i otwartego środowiska, opartego na wysokich standardach klinicznych, stałej edukacji i dojrzałej współpracy. Chciałabym również, aby dzięki swojej rzetelności stawało się wiarygodną częścią szerszego środowiska zawodowego psychoterapeutów w Polsce, z którym pozostaje w otwartym dialogu.
Z perspektywy członkini chciałabym natomiast, aby było to miejsce, w którym można znaleźć wiedzę, inspirację i oparcie, ale również pomoc w mierzeniu się z dylematami etycznymi.
IV. ZA KULISAMI
12. Jak Ty sama dbasz o swoją higienę psychiczną i zapobiegasz wypaleniu?
Najbardziej regenerujące psychofizycznie są dla mnie przyjemne aktywności, w których można się absolutnie zanurzyć i na chwilę zapomnieć o reszcie świata. Aktualnie esencją takiego czasu jest dla mnie salsa, słuchanie muzyki, ale też cichy, długi, samotny spacer po lesie. Uwielbiam zmieniać konteksty i krajobrazy, doświadczać innych światów, przede wszystkim w podróżach, gdzie inność zostawia we mnie ślad: coś dodaje, coś przemienia. Myślę natomiast, że przed wypaleniem chroni mnie kontakt z treściami i osobami, które mnie ciekawią i inspirują.
13. Co najbardziej inspiruje Cię poza światem psychoterapii — książki, filmy, podróże, hobby?
Myślę, że szeroko pojęta duchowość, jej porządki i związki z psychologią, ale także obszary wykraczające poza psychologiczne rozumienie świata. Odnajduję te treści w książkach i filmach, ale też na moim ukochanym kanale YouTube „Reflections of Life”, gdzie psychologia łączy się z duchowością codzienności, emanując dobrem i pięknem życia w opowieściach starszych ludzi.
14. Gdybyś nie została psychoterapeutką, to kim byś była?
Myślę, że zostałabym w przestrzeniach i przy aktywnościach, w których jest ruch, kontakt i proces twórczy. Może bym tańczyła, może muzykowała, a może nadal pracowała z ludźmi. Nie wiem tego dokładnie, ale chcę myśleć, że prędzej czy później dotarłabym do tego poczucia, które mam teraz — że to jest moje miejsce.
15. Jaką przeczytaną książkę, niekoniecznie naukową, poleciłabyś każdemu terapeucie lub terapeutce ISTDP?
Ze świeżo przeczytanych książek na pewno wybrałabym „Rzeczy, których nie wyrzuciłem” Marcina Wichy. To swoiste studium relacji z matką i wcześniejszymi pokoleniami. Porządkowanie rzeczy po zmarłej matce przemienia się w układanie na nowo złożonej, ambiwalentnej relacji z nią. Poprzez powracające pojedyncze wspomnienia dopuszczane są do głosu bardzo różne uczucia, a pod nimi wyczuwalna jest czuła miłość i tęsknota za nią. Z ostatnio obejrzanych filmów wybrałabym „Hamnet”, który przenika do kości. To historia ogromnej miłości, która spotyka się z potworną stratą, oraz opowieść o tym, jak poczucie winy utrudnia przechodzenie przez żałobę i zachowanie dostępu do miłosnej więzi ze zmarłym.
A na koniec, przepiękna, ilustrowana przypowieść filozoficzna, zdecydowanie nie tylko dla dzieci: „Podążaj za księżycem” Jamesa Norbury’ego. Dla mnie jest to opowieść o sensie i nieprzecenionej wartości bliskich relacji, w których możemy otrzymywać pomoc.
Dziękujemy 😊
